Kwiaciarnia w internecie

Wysyłamy kwiaty do Polski

Moja babcia zielarka

Written By: Kronos - Lis• 14•13

86654_be6edd08dd32245e494c630b6598ce83_large

 

Moja babcia była wspaniałą, dobra i kochającą kobietą. Pamiętam czasy sielskiego dzieciństwa spędzane pod jej wiejskim dachem drewnianego domku. Nigdy potem nie byłam już tak bardzo szczęśliwa. Babcia była stara i mądrą kobieta wiedzącą doskonale o tym jak wielkie siły kryje w sobie natura, często ta mała, delikatna i niepozorna. Tą wiedzę szczególnie przekładała na kwiaty, które były dla niej zawsze na pierwszym miejscu w życiu.
Uwielbiałam blask i zapach babcinego ogródka, który różnił się nieco od innych wiejskich ogrodów, gdyż było w nim wiele kwiatów, których wartość nie tkwiła w ich urodzie, ale w nieprzeciętnych właściwościach leczniczych.
To prawda. Babcia lubiła i potrafiła leczyć, wiedziała też jak do tego celu spożytkować kwiaty. Często chodziłyśmy na pobliskie pola i łąki, gdzie pokazywała mi, które rośliny w sposób szczególny potrzebne są człowiekowi, uzmysłowiała mi też to, ze kwiaty posiadają w sobie wielkie piękno, ale też każdy z nich posiada w sobie wielka siłę leczniczą. Wędrowałyśmy więc razem po polach i zbierałyśmy koszyczki potrzebnych nam roślin, a ja podczas takich wycieczek uczyłam się kochać życie, przyrodę i naturę. Uczyłam się też do nich wielkiego szacunku. Poznawałam też babcine tajniki, które ta, zdradzała mi powoli i systematycznie.  Kiedy wracałyśmy po wyprawie do babcinego domku rozpoczynałyśmy suszenie kwiatów. Cały dom pachniał wtedy wspaniale, tak jak zwykle w letnie dni i wszędzie porozstawiane były suszące się rośliny. Babcia dbała o to, żeby proces suszenia odbywał się w odpowiednich warunkach i w ten sposób pozyskiwała bardzo wysokie jakości ziołowe rośliny lecznicze, którymi potrafiła wyleczyć wiele ciężkich nawet chorób. Jej umiejętności były znane i cenione w naszej wsi i całej okolicy i ciągle pojawiali się w małej, drewnianej chatce chorzy ludzie, którzy bardzo potrzebowali babcinej pomocy. A ona wiedziała doskonale, kiedy warto podać choremu rumianek i kiedy można zaparzyć mu wywar ze stokrotki. Wiedziała też jak należy zmieszać ze sobą zioła tak, żeby osiągnąć terapeutyczny skutek. Wielu ludzi zawdzięczało jej swoje zdrowie, a czasem nawet życie.
Dziś mojej babci nie ma już wśród nas, a ja posiadłam wszystkie jej tajniki. Minęły już wprawdzie bezpowrotnie czasy kiedy zielarze i ziołolecznictwo były dla wielu ludzi jedyną alternatywą, lecz wciąż zielarska wiedza okazywała się przydatna. W kuchni mojego domu było kilka specjalnych szuflad poświęconych na ziołowe specyfiki, które podobnie jak przed wielu laty zbierałam teraz na łąkach. Była jedynie pewna różnica. W obecnych wyprawach towarzyszyła mi dzielnie moje kilkunastoletnia córka i teraz to ja uczyłam ja miłości i szacunku do kwiatów i przyrody. A ona wiedziała już doskonale jak wielką moc kryją w sobie kwiaty. Czasem umawiała się ze mną jakaś koleżanka, której potrzebna była porada i dobry ziołowy specyfik, czasem przychodził do mnie ktoś tak po prostu z ulicy, kto usłyszał, gdzieś, ze mogę mu pomóc. A ja czułam, że posiadam wielką i przydatną wiedzę, która okazywała się przydatna w każdym takim przypadku.

You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.